• szkoda że akurat taki słabiak, ale karta wygląda pięknie


    szkoda że akurat taki słabiak, ale karta wygląda pięknie
    69ŚP Da Cunha 67TEM65STR68POD69DRY60OBR62FIZ +2
    Karty MeczRealu Lucas Da Cunha Halloween · Upiorny zamek +2 · Środkowy pomocnik · OGC Nice 69
    2 132
  • 🎃 Karty Halloween już są! 🎃

    Od dziś do 1 listopada co 7. karta w Kartach może wypaść w ramce Halloween — przy każdym zawodniku:

    🎃 Dynia — +1 do oceny
    🏰 Upiorny zamek — +2
    💀 Kosiarz — +3 (najrzadsza!)

    Łap je z karty dnia, paczek za aktywność, od Karciarza, ze Sklepu i z paczek za wpisy. Zdobyte karty zostają w kolekcji na zawsze 🔥

    🎄 A od 15 do 27 grudnia wjeżdżają karty świąteczne!

    Szanse znajdziesz w Kartach → Rodzaje kart.
    🎃 Karty Halloween już są! 🎃 Od dziś do 1 listopada co 7. karta w Kartach może wypaść w ramce Halloween — przy każdym zawodniku: 🎃 Dynia — +1 do oceny 🏰 Upiorny zamek — +2 💀 Kosiarz — +3 (najrzadsza!) Łap je z karty dnia, paczek za aktywność, od Karciarza, ze Sklepu i z paczek za wpisy. Zdobyte karty zostają w kolekcji na zawsze 🔥 🎄 A od 15 do 27 grudnia wjeżdżają karty świąteczne! Szanse znajdziesz w Kartach → Rodzaje kart.
    16 8 777
  • szanowny panie adminie proponuje aby wprowadzic karty zmiany pozycji jak byly kiedys w fifie aby mozna bylo zmienic z np sp->spo, ls->lp itd takie zmiany pozycji moglyby byc do kupienia w sklepie za te same monety co kupuje sie karty, mysle ze to spoko rozwiazanie i latwiejsze do wdrozenia niz zeby 1 karta miala kilka pozycji, fajnie byloby zobaczyc rowniez wiecej formacji np 433 z 2spd itp rowniez jak w fucie, takie moje luzne propozycje pozdro
    szanowny panie adminie proponuje aby wprowadzic karty zmiany pozycji jak byly kiedys w fifie aby mozna bylo zmienic z np sp->spo, ls->lp itd takie zmiany pozycji moglyby byc do kupienia w sklepie za te same monety co kupuje sie karty, mysle ze to spoko rozwiazanie i latwiejsze do wdrozenia niz zeby 1 karta miala kilka pozycji, fajnie byloby zobaczyc rowniez wiecej formacji np 433 z 2spd itp rowniez jak w fucie, takie moje luzne propozycje pozdro
    1 1 470
  • Zas ta kurea brazowa karta
    Zas ta kurea brazowa karta
    1.7K
  • Jak szorować po dnie z brązowymi kartami to po całości @meczrealu
    Jak szorować po dnie z brązowymi kartami to po całości [meczrealu]
    63ŚO Flamingo 51TEM25STR48POD44DRY68OBR68FIZ
    Karty MeczRealu Ryan Flamingo Brązowa · Środkowy obrońca · US Sassuolo 63
    7 2 2.1K
  • o co chodzi z tymi kartami

    o co chodzi z tymi kartami
    1.8K
  • ulala ale drop. Mozna robic z tymi kartami cos, czy sa tylko do kolekcjonowania?
    ulala ale drop. Mozna robic z tymi kartami cos, czy sa tylko do kolekcjonowania?
    69ŚP Thauvin 64TEM62STR71POD73DRY60OBR65FIZ
    Karty MeczRealu Florian Thauvin Srebrna · Środkowy pomocnik · RC Lens 69
    1 1.9K
  • fajny update z tymi kartami
    fajny update z tymi kartami
    1.9K
  • Dzień dobry, ja chciałbym się
    Zorientować w cenie biletu
    Na mecz ligi mistrzów

    - Tutaj u nas w Warszawie, tak?
    - Tak
    - A jaka pana interesuje trybuna?
    - Żyleta
    - Żyleta, z kartą, czy bez?
    - Halo, słucham?
    - Z kartą, czy bez?

    - Yyy bez, bo ja tu kibicem Lecha jestem
    - Co Pan jest?
    - Yy nic yyyy bilety bym chciał się zorientować cenę
    - Trzydzieścipięć złotych
    - Trzydzieścipięć, a na taką siedzącą?
    - Jak na siedzącą?

    - Słucham?
    - Jak na siedzącą?
    - No na...
    - Tam się nie siedzi,
    tam się stoi i się kibicuje

    - Ale na siedzącą trybunę
    - No to na krytą, czy gdzieś, tak?
    - Tak
    - No to od sześćdziesięciu
    Do osiemdziesięciu złotych
    - Uhuhu...
    - No

    - A swoją drogą to
    Legia to stara kurwa,
    Legia jebana jest!

    - Słuchaj, szczylu zafajdany kurwa
    Ja jestem kibicem Lecha i
    Mnie tu nie wkurwiaj

    - Ty mnie nie wkurwiaj
    Parówo pierdolona dęta
    Zdejmij te ware z nosa i
    Się wydymaj kurwa w dupe
    Cwelu pierdolony

    - Kurwy i śmiecie,
    Z Poznania nie wyjedziecie!
    Dzień dobry, ja chciałbym się Zorientować w cenie biletu Na mecz ligi mistrzów - Tutaj u nas w Warszawie, tak? - Tak - A jaka pana interesuje trybuna? - Żyleta - Żyleta, z kartą, czy bez? - Halo, słucham? - Z kartą, czy bez? - Yyy bez, bo ja tu kibicem Lecha jestem - Co Pan jest? - Yy nic yyyy bilety bym chciał się zorientować cenę - Trzydzieścipięć złotych - Trzydzieścipięć, a na taką siedzącą? - Jak na siedzącą? - Słucham? - Jak na siedzącą? - No na... - Tam się nie siedzi, tam się stoi i się kibicuje - Ale na siedzącą trybunę - No to na krytą, czy gdzieś, tak? - Tak - No to od sześćdziesięciu Do osiemdziesięciu złotych - Uhuhu... - No - A swoją drogą to Legia to stara kurwa, Legia jebana jest! - Słuchaj, szczylu zafajdany kurwa Ja jestem kibicem Lecha i Mnie tu nie wkurwiaj - Ty mnie nie wkurwiaj Parówo pierdolona dęta Zdejmij te ware z nosa i Się wydymaj kurwa w dupe Cwelu pierdolony - Kurwy i śmiecie, Z Poznania nie wyjedziecie!
    2 3.4K
  • 🔴 Dziś socios wybiorą prezesa Realu Madryt 🔴

    Po raz pierwszy od 2006 roku socios Królewskich faktycznie pójdą do urn, ponieważ tym razem Florentino Pérez nie został ogłoszony zwycięzcą automatycznie. Jego rywalem jest Enrique Riquelme, który w ostatnich dniach kampanii obiecywał wielkie nazwiska, zmianę modelu zarządzania i powrót legend do klubu.



    Real Madryt przeżywa dziś dzień, jakiego nie było od blisko dwóch dekad. Socios ponownie mogą oddać głos w wyborach na prezesa, a nie jedynie przyjąć do wiadomości automatyczną reelekcję jedynego kandydata. Głosowanie odbędzie się w hali koszykarskiej w Valdebebas, gdzie uprawnieni członkowie klubu będą mogli wybierać między Florentino Pérezem a Enrique Riquelme.

    Same wybory nie wynikają z końca zwykłego cyklu wyborczego. Florentino został przecież ponownie ogłoszony prezesem w 2025 roku, gdy nikt nie złożył przeciwko niemu ważnej kandydatury. Tym razem to on sam zdecydował się uruchomić procedurę wyborczą, tłumacząc, że wokół klubu i jego osoby powstała atmosfera destabilizacji. Prezes Realu Madryt przekonywał, że jeżeli ktoś chce przedstawić socios inny projekt, powinien stanąć do wyborów. Enrique Riquelme skorzystał z tej możliwości, zebrał wymagane gwarancje i po raz pierwszy od 2006 roku doprowadził do realnego głosowania.

    W 2006 roku po rezygnacji Florentino o fotel prezesa walczyło pięciu kandydatów, a wybory wygrał Ramón Calderón. Tamta kampania do dziś kojarzy się z ogromnymi kontrowersjami wokół głosowania korespondencyjnego, które ostatecznie zostało zawieszone decyzją sądu. Od tamtej pory socios nie mieli okazji wybierać prezesa przy urnach. Florentino wrócił do klubu w 2009 roku bez głosowania, a następnie w 2013, 2017, 2021 i 2025 roku był ogłaszany zwycięzcą automatycznie, ponieważ nie pojawiał się żaden kontrkandydat spełniający wymogi statutowe.

    Na kartach wyborczych znajdą się dwie kandydatury. Pierwszą prowadzi Florentino Pérez Rodríguez, socio numer 1 484. Na jego liście znaleźli się między innymi Eduardo Fernández de Blas, Pedro López Jiménez, Enrique Sánchez González i Enrique Pérez Rodríguez jako wiceprezesi oraz José Luis del Valle Pérez jako sekretarz zarządu. Drugą kandydaturę prowadzi Enrique José Riquelme Vives, socio numer 41 736. W jego ekipie są między innymi Antonio Medina Cuadros jako wiceprezes oraz Francisco Gaspar Riquelme Rubira jako sekretarz.

    Kampania była krótka, ale bardzo intensywna. Florentino prowadził ją pod hasłem Mucha historia por hacer („Jeszcze wiele historii do napisania”), stawiając na ciągłość, dorobek ostatnich lat i obietnicę kolejnych wielkich ruchów. Riquelme odpowiadał hasłem Legado y futuro („Dziedzictwo i przyszłość”), przedstawiając się jako kandydat strukturalnej odnowy klubu, większej kontroli ze strony socios i powrotu dawnych legend do najważniejszych decyzji sportowych.

    Florentino od początku kampanii stawiał przede wszystkim na ciągłość swojego modelu. Bronił obecnej struktury klubu, odrzucał zarzuty dotyczące rzekomej sprzedaży Realu Madryt i zapowiadał, że chce zabezpieczyć przyszłość majątku należącego do socios. Nie zgodził się też na debatę z Riquelme, twierdząc, że jego rywal może mówić, co chce, lecz on nie będzie brał udziału w takim formacie.

    Najmocniejszy akcent Florentino przyszedł jednak w końcówce kampanii. Obecny prezes zapowiedział przyjście José Mourinho, Ibrahima Konaté i Denzela Dumfriesa, jeśli wygra wybory. Mourinho pojawił się nawet w materiałach kampanijnych z krótkim komunikatem poparcia, a w przypadku Konaté i Dumfriesa Florentino mówił już o konkretnych ruchach transferowych. Do tego zapowiedział, że we wtorek po wyborach złoży ofertę przekraczającą 150 milionów euro za młodego piłkarza z wielkiego europejskiego klubu. W mediach najmocniej przewijało się nazwisko Michaela Olise, choć Florentino publicznie temu zaprzeczał, a Bayern miał dawać jasno do zrozumienia, że nie zamierza nawet siadać do rozmów w sprawie sprzedaży Francuza.


    Riquelme próbował odpowiadać jeszcze większymi nazwiskami i narracją o konieczności gruntownej zmiany. Jego projekt zakłada powierzenie Raúlowi funkcji dyrektora sportowego, włączenie Fernando Hierro do pracy nad akademią oraz obecność Ikera Casillasa i Vicente del Bosque w strukturze klubu. Kandydat wielokrotnie podkreślał, że chce walczyć o Real Madryt należący w stu procentach do socios i przedstawiał się jako alternatywa wobec obecnego systemu zarządzania.

    Największe poruszenie wywołały jednak zapowiedzi transferowe Riquelme. Kandydat obiecywał sprowadzenie Erlinga Haalanda i Rodriego, a gdy pojawiły się dementi ze strony otoczenia Norwega oraz Manchesteru City, przekonywał, że to część gry negocjacyjnej. Poszedł też o krok dalej i zapowiedział, że jeśli wygra wybory, a jego obietnice nie zostaną spełnione, z własnych pieniędzy opłaci składki wszystkich socios. W końcówce kampanii Riquelme ogłosił też, że jego wybranym trenerem jest Jürgen Klopp. Z komunikatu wynikało jednak, że nie ma z nim porozumienia, a Raúl miałby dopiero po ewentualnym zwycięstwie skontaktować się z niemieckim szkoleniowcem i przekonać go do projektu.

    Właśnie wokół tych obietnic pojawiło się najwięcej dementi. Ojciec i agentka Haalanda nazwali doniesienia o porozumieniu z Riquelme nieprawdziwymi, Manchester City odrzucał informacje o klauzuli i miał być zirytowany wykorzystywaniem wizerunku zawodnika. Agent Kloppa, Marc Kosicke, również stanowczo zaprzeczył, by Niemiec chciał wrócić do pracy trenerskiej w klubie, podkreślając, że jest szczęśliwy w swojej roli w Red Bullu. Toni Kroos z kolei zareagował na doniesienia o możliwym wejściu do projektu Riquelme trzema emotikonami Pinokia. Po stronie Florentino największym znakiem zapytania pozostaje natomiast nazwisko piłkarza, za którego miałaby zostać złożona rekordowa oferta po wyborach.

    Do głosowania nie są uprawnieni wszyscy socios. Real Madryt ma około 100 tysięcy członków, ale głos oddać mogą pełnoletni socios z co najmniej rocznym stażem, którzy zostali wpisani do spisu wyborczego. Według hiszpańskich mediów prawo głosu ma około 70 tysięcy osób. Przy głosowaniu osobistym konieczne będzie okazanie karty socio oraz dokumentu tożsamości. W przypadku obcokrajowców akceptowane mają być również paszport, prawo jazdy lub karta pobytu.

    Osobnym tematem kampanii było głosowanie korespondencyjne, które w Realu Madryt od lat pozostaje wyjątkowo wrażliwą kwestią. Już w 1995 roku odegrało ważną rolę przy reelekcji Ramóna Mendozy, który pokonał Florentino Péreza różnicą około 700 głosów. Pięć lat później, gdy Florentino wygrał z Lorenzo Sanzem, w głosowaniu osobistym jego przewaga wyniosła zaledwie 47 głosów, a dopiero głosy oddane korespondencyjnie znacząco ją powiększyły. Dzień przed tamtymi wyborami Sanz oskarżał rywala o manipulacje i kupowanie głosów.

    Jeszcze większe kontrowersje wybuchły w 2006 roku. Wtedy głosy korespondencyjne zostały zawieszone, a Ramón Calderón wygrał wybory różnicą niespełna 300 głosów. Według dziennika El País chodziło o około 10 500 kart do głosowania, których ostatecznie nie uwzględniono. To właśnie dlatego w obecnych wyborach Komisja Wyborcza wprowadziła znacznie bardziej rygorystyczne zabezpieczenia.

    Głosy korespondencyjne przechowywano w specjalnej sali w Valdebebas, pod nadzorem ochrony klubu i monitoringiem przez całą dobę. Obie kandydatury mogły wyznaczyć swoich obserwatorów, ale ich rola była wyłącznie bierna. Komisja Wyborcza podkreślała, że obecność przedstawicieli kandydatów nie daje im prawa do kontroli, dostępu ani ingerencji w dokumentację wyborczą, pojemniki, plomby czy same głosy. Procedura wymagała także udziału notariusza, który miał potwierdzić tożsamość głosującego i sporządzić odpowiedni akt, a następnie głos musiał zostać wysłany listem poleconym. Koszt notariusza należało najpierw pokryć samodzielnie, a klub miał zwrócić go później. Riquelme próbował wykorzystać ten temat w kampanii, oferując socios bezpłatną pomoc notarialną w swojej siedzibie przy ulicy Rafaela Salgado.

    Socios będą mogli głosować dzisiaj od 9:00 do 20:00 w hali koszykarskiej w Valdebebas. Dojazd może być utrudniony z powodu wizyty papieża Leona XIV w Madrycie i związanych z nią zamknięć ulic oraz dróg. Real Madryt uruchomił więc darmowe autobusy wahadłowe z trzech punktów: Avenida del Partenón 14 w Barajas, Calle Mateo Inurria 11 w Chamartín oraz Avenida de América 14 w dzielnicy Salamanca....

    autor i źródło: https://www.realmadryt.pl/news/149605-dzis-socios-wybiora-prezesa-realu-madryt
    [b]🔴 Dziś socios wybiorą prezesa Realu Madryt 🔴 Po raz pierwszy od 2006 roku socios Królewskich faktycznie pójdą do urn, ponieważ tym razem Florentino Pérez nie został ogłoszony zwycięzcą automatycznie. Jego rywalem jest Enrique Riquelme, który w ostatnich dniach kampanii obiecywał wielkie nazwiska, zmianę modelu zarządzania i powrót legend do klubu.[/b] Real Madryt przeżywa dziś dzień, jakiego nie było od blisko dwóch dekad. Socios ponownie mogą oddać głos w wyborach na prezesa, a nie jedynie przyjąć do wiadomości automatyczną reelekcję jedynego kandydata. Głosowanie odbędzie się w hali koszykarskiej w Valdebebas, gdzie uprawnieni członkowie klubu będą mogli wybierać między Florentino Pérezem a Enrique Riquelme. Same wybory nie wynikają z końca zwykłego cyklu wyborczego. Florentino został przecież ponownie ogłoszony prezesem w 2025 roku, gdy nikt nie złożył przeciwko niemu ważnej kandydatury. Tym razem to on sam zdecydował się uruchomić procedurę wyborczą, tłumacząc, że wokół klubu i jego osoby powstała atmosfera destabilizacji. Prezes Realu Madryt przekonywał, że jeżeli ktoś chce przedstawić socios inny projekt, powinien stanąć do wyborów. Enrique Riquelme skorzystał z tej możliwości, zebrał wymagane gwarancje i po raz pierwszy od 2006 roku doprowadził do realnego głosowania. W 2006 roku po rezygnacji Florentino o fotel prezesa walczyło pięciu kandydatów, a wybory wygrał Ramón Calderón. Tamta kampania do dziś kojarzy się z ogromnymi kontrowersjami wokół głosowania korespondencyjnego, które ostatecznie zostało zawieszone decyzją sądu. Od tamtej pory socios nie mieli okazji wybierać prezesa przy urnach. Florentino wrócił do klubu w 2009 roku bez głosowania, a następnie w 2013, 2017, 2021 i 2025 roku był ogłaszany zwycięzcą automatycznie, ponieważ nie pojawiał się żaden kontrkandydat spełniający wymogi statutowe. Na kartach wyborczych znajdą się dwie kandydatury. Pierwszą prowadzi Florentino Pérez Rodríguez, socio numer 1 484. Na jego liście znaleźli się między innymi Eduardo Fernández de Blas, Pedro López Jiménez, Enrique Sánchez González i Enrique Pérez Rodríguez jako wiceprezesi oraz José Luis del Valle Pérez jako sekretarz zarządu. Drugą kandydaturę prowadzi Enrique José Riquelme Vives, socio numer 41 736. W jego ekipie są między innymi Antonio Medina Cuadros jako wiceprezes oraz Francisco Gaspar Riquelme Rubira jako sekretarz. Kampania była krótka, ale bardzo intensywna. Florentino prowadził ją pod hasłem Mucha historia por hacer („Jeszcze wiele historii do napisania”), stawiając na ciągłość, dorobek ostatnich lat i obietnicę kolejnych wielkich ruchów. Riquelme odpowiadał hasłem Legado y futuro („Dziedzictwo i przyszłość”), przedstawiając się jako kandydat strukturalnej odnowy klubu, większej kontroli ze strony socios i powrotu dawnych legend do najważniejszych decyzji sportowych. Florentino od początku kampanii stawiał przede wszystkim na ciągłość swojego modelu. Bronił obecnej struktury klubu, odrzucał zarzuty dotyczące rzekomej sprzedaży Realu Madryt i zapowiadał, że chce zabezpieczyć przyszłość majątku należącego do socios. Nie zgodził się też na debatę z Riquelme, twierdząc, że jego rywal może mówić, co chce, lecz on nie będzie brał udziału w takim formacie. Najmocniejszy akcent Florentino przyszedł jednak w końcówce kampanii. Obecny prezes zapowiedział przyjście José Mourinho, Ibrahima Konaté i Denzela Dumfriesa, jeśli wygra wybory. Mourinho pojawił się nawet w materiałach kampanijnych z krótkim komunikatem poparcia, a w przypadku Konaté i Dumfriesa Florentino mówił już o konkretnych ruchach transferowych. Do tego zapowiedział, że we wtorek po wyborach złoży ofertę przekraczającą 150 milionów euro za młodego piłkarza z wielkiego europejskiego klubu. W mediach najmocniej przewijało się nazwisko Michaela Olise, choć Florentino publicznie temu zaprzeczał, a Bayern miał dawać jasno do zrozumienia, że nie zamierza nawet siadać do rozmów w sprawie sprzedaży Francuza. Riquelme próbował odpowiadać jeszcze większymi nazwiskami i narracją o konieczności gruntownej zmiany. Jego projekt zakłada powierzenie Raúlowi funkcji dyrektora sportowego, włączenie Fernando Hierro do pracy nad akademią oraz obecność Ikera Casillasa i Vicente del Bosque w strukturze klubu. Kandydat wielokrotnie podkreślał, że chce walczyć o Real Madryt należący w stu procentach do socios i przedstawiał się jako alternatywa wobec obecnego systemu zarządzania. Największe poruszenie wywołały jednak zapowiedzi transferowe Riquelme. Kandydat obiecywał sprowadzenie Erlinga Haalanda i Rodriego, a gdy pojawiły się dementi ze strony otoczenia Norwega oraz Manchesteru City, przekonywał, że to część gry negocjacyjnej. Poszedł też o krok dalej i zapowiedział, że jeśli wygra wybory, a jego obietnice nie zostaną spełnione, z własnych pieniędzy opłaci składki wszystkich socios. W końcówce kampanii Riquelme ogłosił też, że jego wybranym trenerem jest Jürgen Klopp. Z komunikatu wynikało jednak, że nie ma z nim porozumienia, a Raúl miałby dopiero po ewentualnym zwycięstwie skontaktować się z niemieckim szkoleniowcem i przekonać go do projektu. Właśnie wokół tych obietnic pojawiło się najwięcej dementi. Ojciec i agentka Haalanda nazwali doniesienia o porozumieniu z Riquelme nieprawdziwymi, Manchester City odrzucał informacje o klauzuli i miał być zirytowany wykorzystywaniem wizerunku zawodnika. Agent Kloppa, Marc Kosicke, również stanowczo zaprzeczył, by Niemiec chciał wrócić do pracy trenerskiej w klubie, podkreślając, że jest szczęśliwy w swojej roli w Red Bullu. Toni Kroos z kolei zareagował na doniesienia o możliwym wejściu do projektu Riquelme trzema emotikonami Pinokia. Po stronie Florentino największym znakiem zapytania pozostaje natomiast nazwisko piłkarza, za którego miałaby zostać złożona rekordowa oferta po wyborach. Do głosowania nie są uprawnieni wszyscy socios. Real Madryt ma około 100 tysięcy członków, ale głos oddać mogą pełnoletni socios z co najmniej rocznym stażem, którzy zostali wpisani do spisu wyborczego. Według hiszpańskich mediów prawo głosu ma około 70 tysięcy osób. Przy głosowaniu osobistym konieczne będzie okazanie karty socio oraz dokumentu tożsamości. W przypadku obcokrajowców akceptowane mają być również paszport, prawo jazdy lub karta pobytu. Osobnym tematem kampanii było głosowanie korespondencyjne, które w Realu Madryt od lat pozostaje wyjątkowo wrażliwą kwestią. Już w 1995 roku odegrało ważną rolę przy reelekcji Ramóna Mendozy, który pokonał Florentino Péreza różnicą około 700 głosów. Pięć lat później, gdy Florentino wygrał z Lorenzo Sanzem, w głosowaniu osobistym jego przewaga wyniosła zaledwie 47 głosów, a dopiero głosy oddane korespondencyjnie znacząco ją powiększyły. Dzień przed tamtymi wyborami Sanz oskarżał rywala o manipulacje i kupowanie głosów. Jeszcze większe kontrowersje wybuchły w 2006 roku. Wtedy głosy korespondencyjne zostały zawieszone, a Ramón Calderón wygrał wybory różnicą niespełna 300 głosów. Według dziennika El País chodziło o około 10 500 kart do głosowania, których ostatecznie nie uwzględniono. To właśnie dlatego w obecnych wyborach Komisja Wyborcza wprowadziła znacznie bardziej rygorystyczne zabezpieczenia. Głosy korespondencyjne przechowywano w specjalnej sali w Valdebebas, pod nadzorem ochrony klubu i monitoringiem przez całą dobę. Obie kandydatury mogły wyznaczyć swoich obserwatorów, ale ich rola była wyłącznie bierna. Komisja Wyborcza podkreślała, że obecność przedstawicieli kandydatów nie daje im prawa do kontroli, dostępu ani ingerencji w dokumentację wyborczą, pojemniki, plomby czy same głosy. Procedura wymagała także udziału notariusza, który miał potwierdzić tożsamość głosującego i sporządzić odpowiedni akt, a następnie głos musiał zostać wysłany listem poleconym. Koszt notariusza należało najpierw pokryć samodzielnie, a klub miał zwrócić go później. Riquelme próbował wykorzystać ten temat w kampanii, oferując socios bezpłatną pomoc notarialną w swojej siedzibie przy ulicy Rafaela Salgado. Socios będą mogli głosować dzisiaj od 9:00 do 20:00 w hali koszykarskiej w Valdebebas. Dojazd może być utrudniony z powodu wizyty papieża Leona XIV w Madrycie i związanych z nią zamknięć ulic oraz dróg. Real Madryt uruchomił więc darmowe autobusy wahadłowe z trzech punktów: Avenida del Partenón 14 w Barajas, Calle Mateo Inurria 11 w Chamartín oraz Avenida de América 14 w dzielnicy Salamanca.... autor i źródło: https://www.realmadryt.pl/news/149605-dzis-socios-wybiora-prezesa-realu-madryt
    1 3.9K
  • Riquelme: Potrzebujemy mobilizacji, aby powstrzymać największe zagrożenie dla klubu w naszej historii

    Enrique Riquelme wygłosił przemówienie przed swoim lokalem wyborczym pod Bernabéu. Przedstawiamy jego pełną treść.

    – To trudny dzień. Po przeczytaniu wywiadu prezesa Florentino Péreza w El País potwierdza się to, w co niektórzy jeszcze wątpili i co było głównym powodem, który po 20 latach skłonił mnie do zrobienia kroku naprzód i niespodziewanego wystartowania w tych wyborach na prezesa Realu Madryt. To strach przed sprzedażą klubu po ponad 120 latach.

    – Wiecie, że zazwyczaj nie korzystam z kartek, ale dziś jest taki dzień, w którym nie chcę pominąć żadnego niuansu w tym wystąpieniu i w którym naprawdę każde z tych słów zostało wyważone. Chciałbym móc wam je przekazać. Dziś staję przed wami po tych słowach, które potwierdzają obawy wszystkich socios.

    – Florentino Pérez mówi o sprzedaży zagranicznym funduszom, czyli o tym, by zacząć dzielić na kawałki to, co należy do wszystkich, by oddać to w ręce nielicznych. Dzisiaj znamy już jego plan: sprzedać część klubu- jak sam mówi 5% - komuś z zewnątrz oraz zwołać natychmiast po zamknięciu urn kontrolowane zgromadzenie i referendum w pośpiechu, aby zmienić model właścicielski i jednym pociągnięciem pióra wymazać ponad 120 lat historii klubu. Czy to 5%, czy 10% - to nie jest wcale nic. Wystarczy przypomnieć, że on ma nieco ponad 10% akcji firmy ACS i sprawuje nad nią całkowitą kontrolę.

    – Ryzyko nie polega tylko na tym, ile się sprzedaje, lecz na samym otwarciu drzwi. Nikt nie kupuje części najlepszego klubu na świecie w zamian za nic. Problemem nie jest wielkość pierwszego kroku, lecz otwarcie drzwi, ponieważ raz osłabionego modelu klubu należącego do socios nie da się już odzyskać. Żaden europejski klub, który rozpoczął ten proces, nie wrócił z tej drogi.– Florentino Pérez przekroczył czerwoną linię. Ja zobowiązuję się do czegoś przeciwnego. Ogłaszam wam, że w tym tygodniu udam się do notariusza, aby razem z moim zarządem zostawić na piśmie w formie dokumentu publicznego moje zobowiązanie wyborcze: nigdy nie sprzedam żadnej części Realu Madryt żadnemu trzeciemu podmiotowi. Publicznie zapraszam Florentino Péreza, aby towarzyszył mi u notariusza i mógł podpisać to razem ze mną.

    – Istnieją dziesiątki działań pozwalających zwiększyć przychody i obniżyć koszty. W tym tygodniu mówiliśmy o kilku z nich: modernizacji zarządzania czy lepszej obronie naszych praw bez rezygnowania z naszego modelu własności. Florentino Pérez sprzed 20 lat nigdy nie otworzyłby drzwi do sprzedaży. Florentino sprzed 20 lat nie bałby się debaty telewizyjnej. Wobec powagi sytuacji składam tę propozycję również panu Anasowi Laghrariemu, który stoi za tą sprzedażą. Socios zasługują na debatę na tak kluczowy temat.

    – Te wybory nie dotyczą już pojedynku Enrique Riquelme–Florentino Pérez ani zmiany socjalnej czy sportowej, choć tego również. Chodzi w nich o to, czy sprzedać klub, czy go nie sprzedać. Dlatego dziś mówię z absolutną jasnością, że te wybory nie są już normalne, lecz są wprost referendum w sprawie sprzedaży Realu Madryt. Jest karta do zagłosowania za prywatyzacją i ta, która gwarantuje, że 100% klubu nadal będzie należeć do jego socios. Florentino był wielkim prezesem, ale to nie daje mu prawa do sprzedaży klubu. Nikt nie jest większy od Realu Madryt. Nikt, nawet Florentino Pérez!

    – Proszę madridismo, aby wynik tych wyborów był możliwie najjaśniejszym przesłaniem: Real Madryt nie jest na sprzedaż. Potrzebujemy największej mobilizacji w historii, aby powstrzymać największe zagrożenie dla klubu w naszej historii. Wszystkich socios Realu Madryt proszę, by pamiętali, że nasz głos jest wart więcej niż jakikolwiek fundusz, a wasz głos zdecyduje o przyszłości klubu. Bardzo dziękuję.

    źródło: https://www.realmadryt.pl/news/149416-riquelme-potrzebujemy-mobilizacji-aby-powstrzymac-najwieksze-zagrozenie-dla-klubu-w-naszej-historii
    [b]Riquelme: Potrzebujemy mobilizacji, aby powstrzymać największe zagrożenie dla klubu w naszej historii[/b] Enrique Riquelme wygłosił przemówienie przed swoim lokalem wyborczym pod Bernabéu. Przedstawiamy jego pełną treść. – To trudny dzień. Po przeczytaniu wywiadu prezesa Florentino Péreza w El País potwierdza się to, w co niektórzy jeszcze wątpili i co było głównym powodem, który po 20 latach skłonił mnie do zrobienia kroku naprzód i niespodziewanego wystartowania w tych wyborach na prezesa Realu Madryt. To strach przed sprzedażą klubu po ponad 120 latach. – Wiecie, że zazwyczaj nie korzystam z kartek, ale dziś jest taki dzień, w którym nie chcę pominąć żadnego niuansu w tym wystąpieniu i w którym naprawdę każde z tych słów zostało wyważone. Chciałbym móc wam je przekazać. Dziś staję przed wami po tych słowach, które potwierdzają obawy wszystkich socios. – Florentino Pérez mówi o sprzedaży zagranicznym funduszom, czyli o tym, by zacząć dzielić na kawałki to, co należy do wszystkich, by oddać to w ręce nielicznych. Dzisiaj znamy już jego plan: sprzedać część klubu- jak sam mówi 5% - komuś z zewnątrz oraz zwołać natychmiast po zamknięciu urn kontrolowane zgromadzenie i referendum w pośpiechu, aby zmienić model właścicielski i jednym pociągnięciem pióra wymazać ponad 120 lat historii klubu. Czy to 5%, czy 10% - to nie jest wcale nic. Wystarczy przypomnieć, że on ma nieco ponad 10% akcji firmy ACS i sprawuje nad nią całkowitą kontrolę. – Ryzyko nie polega tylko na tym, ile się sprzedaje, lecz na samym otwarciu drzwi. Nikt nie kupuje części najlepszego klubu na świecie w zamian za nic. Problemem nie jest wielkość pierwszego kroku, lecz otwarcie drzwi, ponieważ raz osłabionego modelu klubu należącego do socios nie da się już odzyskać. Żaden europejski klub, który rozpoczął ten proces, nie wrócił z tej drogi.– Florentino Pérez przekroczył czerwoną linię. Ja zobowiązuję się do czegoś przeciwnego. Ogłaszam wam, że w tym tygodniu udam się do notariusza, aby razem z moim zarządem zostawić na piśmie w formie dokumentu publicznego moje zobowiązanie wyborcze: nigdy nie sprzedam żadnej części Realu Madryt żadnemu trzeciemu podmiotowi. Publicznie zapraszam Florentino Péreza, aby towarzyszył mi u notariusza i mógł podpisać to razem ze mną. – Istnieją dziesiątki działań pozwalających zwiększyć przychody i obniżyć koszty. W tym tygodniu mówiliśmy o kilku z nich: modernizacji zarządzania czy lepszej obronie naszych praw bez rezygnowania z naszego modelu własności. Florentino Pérez sprzed 20 lat nigdy nie otworzyłby drzwi do sprzedaży. Florentino sprzed 20 lat nie bałby się debaty telewizyjnej. Wobec powagi sytuacji składam tę propozycję również panu Anasowi Laghrariemu, który stoi za tą sprzedażą. Socios zasługują na debatę na tak kluczowy temat. – Te wybory nie dotyczą już pojedynku Enrique Riquelme–Florentino Pérez ani zmiany socjalnej czy sportowej, choć tego również. Chodzi w nich o to, czy sprzedać klub, czy go nie sprzedać. Dlatego dziś mówię z absolutną jasnością, że te wybory nie są już normalne, lecz są wprost referendum w sprawie sprzedaży Realu Madryt. Jest karta do zagłosowania za prywatyzacją i ta, która gwarantuje, że 100% klubu nadal będzie należeć do jego socios. Florentino był wielkim prezesem, ale to nie daje mu prawa do sprzedaży klubu. Nikt nie jest większy od Realu Madryt. Nikt, nawet Florentino Pérez! – Proszę madridismo, aby wynik tych wyborów był możliwie najjaśniejszym przesłaniem: Real Madryt nie jest na sprzedaż. Potrzebujemy największej mobilizacji w historii, aby powstrzymać największe zagrożenie dla klubu w naszej historii. Wszystkich socios Realu Madryt proszę, by pamiętali, że nasz głos jest wart więcej niż jakikolwiek fundusz, a wasz głos zdecyduje o przyszłości klubu. Bardzo dziękuję. [i] źródło: https://www.realmadryt.pl/news/149416-riquelme-potrzebujemy-mobilizacji-aby-powstrzymac-najwieksze-zagrozenie-dla-klubu-w-naszej-historii [/i]
    2 3.0K
  • Nastał długi weekend to i jest czas na gierki. Patrzcie jaka karta mi właśnie dropnęła
    Nastał długi weekend to i jest czas na gierki. Patrzcie jaka karta mi właśnie dropnęła
    1 2 1.7K
  • Pozdro fame 30 sraka karta
    Pozdro fame 30 sraka karta
    1 581
  • Co się odjebalo to nie mogę. Słuchajcie potrzebowałem pracy na szybkości bo już musiałem się żuli prosić żeby mi na bułkę tarta pożyczyli to sobie ja sklejałem w domu i dwa chleby miałem ale chuj nie o tym. Trafiła się fucha, jako ochroniarz w ikeii. Wszystko zajebiście, rozmowa kwalifikacyjna poszła gładko. Generalnie praca ekstra, mało roboty patrzysz tylko czy ktoś czegoś nie zajebał, a nawet jeśli to i tak wyjebane, tam wszystko jest z tektury i jest warte nie więcej niż 15 zł, nawet z doniczek stalowych można składać samolociki i puszczać bo są kurwa z papieru. Wszystko było generalnie super aż wydarzyło się coś dziwnego. Ja zawsze zamykałem sklep o 23:00 koniec zmiany klucze do drzwi ostatni obchód i do domu. To był piątek pamietam. Jak gdyby nic dopełniłem obowiązku i wyjebałem na chatę. Nie wiedziałem o jednym. Ze niechcący w środku zamknąłem jakieś małżeństwo. Kurwa obsrałem się totalnie. Telefon od menadżera ,,coś dojebał alarm w restauracji włączony jacyś ludzie łażą i wpierdalaja klopsy na zimno z sosem żurawinowym i świąteczna szynkę za 12,99 pln. Zapierdalam swoim Lanosem o 3 w nocy pod sklep i słuchajcie. Wchodzę do środka odpalam latarkę idę do restauracji, wyjebałem się jeszcze o maskotkę kalafiora po drodze i przypierdolilem głową o szafkę ,,Steven”. Wbijam do restauracji i słyszę szepty. No to krzyczę halo proszę wypierdalać tutaj ochrona. Nagle jeb dostałem czymś w głowę, wydaje mi się ze był to wałek do racuchów ,,Jonan” ale nie jestem pewien. Obudziłem się o 6 kiedy miałem otwierać sklep. Jak gdyby nigdy nic otwarłem i zacząłem przeglądać kamery. Myślałem ze jebne. Dwoje nagich ludzi zapierdala po magazynie i zbierają pudła i poskładane meble kuchenne. Mimo wszystko zaciekawiło mnie to. Oglądałem te kamery cały dzień. Słuchajcie, okazało się ze zbierali te meble i zanosili je takiego miejsca w magazynie gdzie nikt nie zagłada. Dział ogrodzenie. Odziani w żółte plastikowe worki z logo sklepu popierdalają z kawałkami mebli i układają je w jakieś dziwne budowle. I co mi odjebalo XD Wpadłem na pomysł. Tego dnia specjalnie zamknąłem sklep z trzema osobami w srodku plus te dwie co już były. Byłem zszokowany gdy wróciłem nad ranem i robiąc obowiązkowy obchód po magazynie znalazłem małą tekturowa zagrodę wykonaną z płotka Josë. W środku były pluszowe marchewki i jeże. Nie jestem pewien ale chyba na ziemi była jakaś zieleń, a dziwne bo można nabyć ją tylko w dziale zieleni… Nagle z ciemności wypadła jakaś postać i zaczęła coś krzyczeć wydaje mi się ze po nordycku, może nawet szwedzki, ale tak jakby słyszałem tylko nazwy mebli przyrządów zabawek które sprzedaje sklep. To był ten gość którego wczoraj zamknąłem, z włócznia zrobioną z włosów i ołówków. Zacząłem spierdalac co sił w nogach, poślizgnąłem się na stolcu, chyba ludzkim. Nagle goniły mnie trzy osoby, ubrane w żółte worki, prawie rozwalili drzwi do pokoiku ochroniarza gdy się w nim zamknąłem. Zniknęli w sumie tez nie wiem kiedy. Do końca dnia obserwowałem ich na kamerach. O ja jebe co tam się działo. Zaczęli od budowy prymitywnej chaty z biurka szkolnego Skagër i szafki Ölle. Sypali jakieś ziarna do zagrody z pluszowymi marchewkami i jeżami. Coś zbierali, wydaje mi się ze to były ołówki i papierowe taśmy miernicze i tworzyli z nich prymitywne narzędzia. To było niesamowite. Oni zaczęli tworzyć coś. Byłem w szoku. Zacząłem zamykać coraz więcej ludzi w sklepie. Zaczynałem od pojedynczych rodzin, naczęściej 2+1. Potem doszli staruszkowie a na końcu same dzieci. Przez te 3 miesiące zaczęła powstawać jebana cywilizacja. Powstawały domy z tektur i biurek, zagrody z pluszowymi zwierzętami. Żywili się klopsami i sosem żurawinowym. To było niesamowite. Ja tylko obserwowałem z daleka. Jak Bóg. Moje dzieci, tam w magazynie. Kiedy odkryli pierwsze niebieskie worki(dodatkowo płatne) powstała kasta mieszczan. Zamożni cywile społeczeństwa magazynu przywdziewali niebieskie worki czym zyskiwali szacunek i dostęp to dodatkowych zapasów szynki świątecznej i puree. Po kolejnych 2 miesiącach w magazynie powstało koloseum. Tak kurwa koloseum. Zbudowane z tektury i stołów Fälœ. Ja tylko patrzyłem. Widziałem walki na ołówki i wałki do naleśników Tœnyñ. Nie raz wydawane były wyroki śmierci, zwłoki trafiały do śmietników Käny i wyjeżdżały na wózkach przemysłowych do rzeki obok sklepu. Po miesiącu powstawały pierwsze środku transportu. Rydwany z wózków zaprzęgnięte w no właśnie w żółtoworkowców. Nie wspomniałem ze na przestrzeni czasu niebiescy totalnie zawładnęli żółtymi. Obcięli wysokie stanowiska urzędowe na działach wystroju niszcząc żółtych i zaciągając ich do katorżniczej pracy przy uprawie fikusów Fykön i struganiu ołówków. Ja tylko patrzyłem. Zaczęły powstawać kolejne miasta. Najpiękniejsze było miasto Skyën, w dystrykcie dziecięcym. To tam powstała pierwsza kolej drewniana, a wagony słuchajcie były połączone innowacyjnym systemem magnetycznych kulek. To było piękne. Wielcy naukowcy pracowali na dziale biuro tworząc genialne projekty urządzeń użytku domowego i nadając im adekwatne wyśmienite nazwy. Szczególnie pamietam wyciskacz do owoców Dildö, który dzięki regularnym wibrującym ruchom penetrował owoc i wyciskał z niego wszystkie soki. Lubialem patrzeć tez kiedy szlakiem handlowym (obok wyjścia ewakuacyjnego) przemykały kordony kupieckie na wózkach przemysłowych sprzedając swoje genialne wyroby: obrazy z działu sztuka które w rzeczywistości są zdjęciami, stoliki Chöj i inne. Przełomem było wynalezienie broni palnej, do tej pory mianowicie wojska posługiwały się procami Pyždä miotajacymi kolorowymi kamyczkami z działu wystroju wnętrz. Patrzyłem na nich z miłością. Wyznaczałem im wszystkie błędy, ale też karałem za przewinienia. Uwielbiałem jak coś odjohnpaulili zgasić im światła w magazynach. Co tam się odpierdalalo XD Zwoływano posiedzenie starszyzny niebieskoworkowej. Przyjeżdżali kapłani z całego sklepu. Dział łazienka, kuchnia, salon, pokój dziecięcy itd. Padali na kolana i odmawiali jakieś modlitwy chuj wie co włączałem im światło po 5 minutach. Raz to nawet włączyłem, oni radość, krzyki, składają w ofierze pluszaki w kształcie słoni Elepchöy. A ja jeb i im gaszę. O kurwa. Wzięli tych kapłanów i ich zaczęli napierdalać mieszalnikami do mas cukierniczych, a potem ucięli im głowy i wywiesili zamiast kloszy do lamp Decäpitaciö. Od tamtej pory już im nie wyłączałem tego światła. Zaczęło mnie frustrować kiedy zauważyłem ze niebieskoworkowcy znęcają się nad żółtoworkowcami wyjątkowo perfidnie. Nie wiem czemu ale upodobali sobie zabawę jak to nazwali Dåjdöpy. Polegało to ma tym że jeden żółty wkłada swoją piętę drugiemu w odbyt i śpiewa pieśni opiewające niebieskich monarchów, podczas gdy sklinczowany kolega wyjękuje mu muzykę pod rytm. Wyjątkowo perfidne ale muszę przyznać ze mnie zaciekawiło. Powoli rodziły się kolejne miasta, a rozwój technologiczny zdawał się nie mieć końca. Zamykałem ich coraz więcej. Raz nawet miałem bekowy pomysł i przed megafonem postawiłem paproć Fjuttëk i podpaliłem ją. Jak przechodził jeden z żółtych to zacząłem napierdalać przez megafon: Jam jest pan twój itd. Skurwysyn spisał 10 przykazań na drzwiach od szafki Skagërr i spierdolil z 40 innymi żółtymi z niewoli z działu sprzętu kuchennego. Wszystko zaczęło się pierdolić kiedy wpadłem na naprawdę debilny pomysł. Byłem tak zafascynowany swoim tworem, że postanowiłem wejść w niego całością. Rozpocząłem przygotowania. Zwracałem uwagę na ich zachowanie, zwyczaje i tradycje. Najgorsze było poznanie tego debilnego języka. Ja naprawdę nie rozumiem jak można każdą rzecz nazwać inaczej i to jeszcze jakimś pseudo imieniem. Kurwa przecież krzesło obrotowe to powinno być krzesło obrotowe a nie jakiś Gönter Skålle. To tak jakby nie wiem na prysznic mówić Mariusz Wrona, posrane. Ale do rzeczy. Zajęło mi to 4 miesiące i w końcu stwierdziłem, że jestem gotowy. Rozebrałem się w moim pokoju do naga i ubrałem worek. No właśnie, to był mój pierwszy błąd. Nie miałem niebieskiego tylko żółty. Stwierdziłem, że nie będzie przypału, jeszcze ostanie spojrzenie na kamery i w drogę. Był już świt (zaczynalem włączać lampy w magazynie) , wyślizgnąłem się z kanciapy i pewnym krokiem ruszyłem do miasta. Mój Boże to było niesamowite. Piękne kamienice z rzeźbionymi w kartonie i drewnie wykończeniami. Freski przedstawiające słynnych niebieskoworkowców malowane farbami plakatowymi Färben. Karczmy, targi, sklepiki, koszary… po prostu wszystko. W oddali horyzont przysłaniały potężne mury (tekturowe) zamku Ulëvall. Zaczęło mi być trochę zimno bo klimatyzacja działa ,a ja miałem na sobie tylko plastikowy worek, z dziura na prawym pośladku, która później dała o sobie mocno znać. Tak, dziura na dupie bohaterem. Wszedłem się ogrzać do karczmy. W środku płonął elektryczny kominek Kämy, podszedłem do baru i poprosiłem o słynny i wszystkim znany pseudocydrowy pośredni metabolit cyklu mocznikowego zwany napojem gruszkowym. Kobieta za ladą nalała mi do tekturowego kufla trochę trunku. Zaraz jednak zamókł i poszło wszystko w pizdu co mnie sfrustrowało nie ukrywam. Nie wiem, ale jakiś byłem podminowany wtedy, wstałem wziąłem ten ochłap papieru, złapałem żółtka obok i włożyłem mu go w usta (ten mokry kubek) Nastała cisza. Tak… zapomniałem. Zrobiłem coś co może zrobić tylko niebieskoworkowiec mimo, że doskonale znałem ich kodeksy. Skarciłem żółtego samemu będąc odziany w worek wstydu (tak na to mówili niebiescy) Do karczmy wpadło czterech zbrojnych. Powiedzmy zbrojnych mieli oprócz worków, plastikowe pojemniki na śniadania w kształcie jamnika jako dopełnienie zbroi. A lali mnie piszczącymi pluszowymi pałkami bejsbolowymi. I nawet nie sam ból jak ten żałosny dźwięk pip.. pip… pip spowodował ze nie mogłem wytrzymać. Zacząłem uciekać wybiegłem przed karczmę i długa w dział szaf na ubrania. Los chciał ze znowu wyjebałem się na pluszowym kalafiorze… Już mnie mieli. Ocknąłem się w czymś co wyglądało jak…jak ładnie urządzona kuchnia. Okazało się ze to pokój spotkań z królem. No właśnie z królem. Dotarło do mnie ze przez ten czas kiedy obserwowałem sobie pobieżnie cała cywilizacje. Oni zdążyli wybrać sobie jakiegoś cwelca na króla. Znowu się wściekłem. Przecież to ja jestem Bogiem, ja ich stworzyłem. I wtedy wszedł on. Cały na tekturowo. Na szyi miał taki naszyjnik z makaronu a na niego nawleczone były 4 klopsy w sosie żurawinowym, w sumie zajebiste. Na plecach miał szatę z bawolej skory z działu dekoracji, wtedy dowiedziałem się ze można coś takiego nabyć w tym gównosklepie XD Na palcach miał te takie zabaweczki kukiełki do teatrzyku. Na każdym inna. Był lis, niedźwiedź i piesek. Jako korona służył mu świecznik na świece zapachowe. Myślałem ze skisne, ale musiałem utrzymać pozory, przecież jakbym coś dojohnpaulił to by mnie spalili na jakiś tekturowym stosie czy ki chuj. Wszedł i mówi. -Jak cie zwą ? -wymyśliłem na poczekaniu i mówię ,,Skågger” Król zamarł. Szepnął coś do swojego dryblasa i nagle zbiegło się z 20 osób do tej kuchni o wymiarach 3×3 metry, Wiec myślałem ze się zesram bo wszyscy stali i byli do siebie przytuleni. Śmierdziało gównem bo zleciało się jeszcze paru żółtych wieśniaków, ale wytrzymałem bo nie w czepku urodzony wiecie o co cho. Król lekko przyduszony zaczął mówić -Czy ty jesteś ten Skågger który wykonał Ånuslöp. Zgłupiałem i odruchowo powiedziałem -Jå (czyli tak) No i wtedy był drugi błąd. Podeszło trzech gości i wrzucili mnie do wózka i zaczęli gdzieś wieźć. Po godzinie dojechaliśmy. Poznałem to miejsce. To był słynny teatr Amså zaraz obok restauracji. Stałem za kulisami, podeszło do mnie dwóch niebieskoworkowców i zaczęli mnie witać i gratulować odwagi. Powiedzieli że ostatnia osoba która pojęła się Ånuslöp marnie skończyła więc darzą mnie jeszcze większym szacunkiem. Zgłupiałem i spytałem co to jest ten ,,Anuslöp”. Wytłumaczyli… po czym myślałem ze strzelę sobie w łeb jebanym ołówkiem. Otóż ten tak zwany wyczyn. Polega na tym ze na oczach króla i 500 osób które zasiadają w tekturowym teatrze. Mam oddać stolec do worka który mam na sobie. Potem stanąć na rękach tak żeby nie wypadł z worka. To był moment w którym wiedziałem, że muszę zdupcać. Ale nie było jak, wszędzie stały straże. Powiedziałem sobie przysłowiowe YOLO. Podobno jeśli ten trick się powiedzie miałem otrzymać pokaźną wypłatę ze skarbca państwowego. Nie wiem czy wspomniałem, ale w owym miejscu walutą były panierowane serki cheddar i gorgonzola. To był też moment kiedy zwątpiłem w swoje dzieło i trochę mi się zrobiło smutno i wstyd zarazem, ale dobra wracając do historii. Okazało się, że jeśli wyczyn się nie powiedzie mam zostać stracony następnego dnia. Stanąłem na środku sceny. Nie widziałem nic tylko małe punkciki na środku. To chyba były waniliowe świece zapachowe otaczające króla. Używali ich jako pochodni i źródła światła. Zrobiło mi się niedobrze. Zawsze tak miałem w stresie. W sumie moje życie wisiało na kablu. Wiedziałem ze muszę to zrobić. Spiąłem się. Totalne skupienie. Nigdy nie umiałem srać na zawołanie, ale teraz nagle objawiła się ta umiejetność. Zesrałem się. Na mokro. Szkurwa… zapomniałem że jadłem 8 hotdogow wcześniej. Kosztowało mnie to 8 zł i byłem najedzony wiec niby profit. Poczułem to masakryczne ciepło na pośladkach i chłód na twarzy. Dobra połowa już za mną pomyślałem. Chce mi się potwornie rzygać ale jeszcze tylko na ręce i spierdalam. Serki zatrzymam ale tylko cheddary bo gorgonzola to gowno. No i właśnie… Pamiętacie tą dziurę o której wspominałem ? Dokładnie tak, w sekundę cała zawartość worka wylała się na tekturową scenę hucznie przy tym pykając. Cisza… nastała cisza… Pierwsze co przyszło mi do głowy to ,,Spierdalaj stary” i tak też zrobiłem. Odwróciłem się na jednej nodze i rura. Los chciał, że lewa stopa poślizgnęła się na gównie (chociaż tyle że własne to mniejszy ból) wytrącając mnie z równowagi. Przebiegłem 3 metry i …. No właśnie. Znowu wyjebałem na tym zasranym kalafiorze i zadupcyłem głową w półkę Sophä. Kto to rozrzucał nie wiem, ale poprzysiągłem sobie wtedy, że go znajdę i zniszczę. Zostałem pojmany. Mój umysł przepełniała czytsa nienawiść do pluszowych kalafiorów. W drewnianej celi która w rzeczywistości była szafą do garderoby spotkałem pewnego człowieka. Mówił że ma na imię Sven. Tak jak ja, miał być stracony następnego dnia. W pewnym momencie niewiadomo czemu zaczął się masturbować, ale kazałem mu przestać bo już miałem naprawdę dosyć wrażeń tego dnia. Zacząłem opowiadać mu wszystko. Cała prawdę o powstaniu cywilizacji. Na początku nie wierzył, ale potem zaczął opowiadać swoją historie. Sven był żółtoworkowcem. Pracował na polu z fikusami i storczykami. W sumie nic tam nie robił bo są nawadniane przez system komputerowy, ale nie mówiłem mu tego bo by chyba ochujał na taką informacje. Pewnego dnia jego pan oskarżył go o kradzież szwedzkiego torcika nugatowego z chrupką posypką. Sven zarzekał się że to na pewno nie on skradł tą delicje. Jednak jego pan skatował go drewnianym młotkiem do wbijania plastikowych walców (ta zabawka dla dzieci wiecie co) i wezwał straże które wtrąciły go do tej celi. Opowiadał mi jak kasta żółtoworkowców jest uciśniona przez niebieskich. Do czego są zmuszani. Koloseum, zabawianie króla i najgorsze czego się dowiedziałem. Okazało się, że Ånuslöp odbywa się co dwa dni, a król i mieszczanie tylko wciskają nędzny kit aby wyłapać jak najwiecej ofiar. Nie mogłem do tego dopuścić. Wiedziałem co musimy zrobić. Wraz ze Svenem zaczęliśmy spiskować przeciwko niebieskim i królowi. To była najwyższa pora. Zgodnie z naszym planem rozesłaliśmy listy i jutro w getcie na dziale sypialnia miało wybuchnąć powstanie. Już wiedziałem ze zapisze się na kartach historii cywilizacji Ikea krwią i potem. Położyliśmy się spać, lecz ani ja ani Sven nie mogliśmy usnąć z wrażenia. Zaczął się znowu masturbować. Rzuciłem w niego łyżka i przestał. Podłożyłem pod kark piankową poduszkę Töt ,,Tak, jutro świat będzie inny” pomyślałem. Zanim usnąłem ostatnia rzecz którą zobaczyłem ,to że w drugiej ręce Sven trzyma zielonego pluszowego kalafiora. Była gdzieś godzina 7 rano. Nie byłem w stanie określić, ponieważ nikt nie zgasił światła w sklepie przez co tym debilom wydawało się, że w ogóle nie nastała noc. Słyszałem, że coś tam mówili o boskim znaku gniewu itd. . Oj owszem byłem wkurwiony. Do celi wpadło dwóch strażników, krzyknęli, że już czas. Wstałem razem ze Svenem, poszliśmy się odlać w narożniki szafy i ruszyliśmy zakuci w tekturowe kajdany. Na razie wszystko zgodnie z planem i nikt niczego się nie spodziewał. Wyszliśmy na Plac Niebieski gdzie miała odbyć się egzekucja. Kat stał przy maszynie, nie wiem czy kojarzycie takie hydrauliczne tłoki na końcu których zamontowana jest drewniana dupa. ,,Siadają’’ one tą dupą na fotelu setki tysiące razy i ku wszechobecnemu zadowoleniu klienta pokazują jak wytrzymałe są te meble z papieru. Ci geniusze korzystają z tego jako maszyny do egzekucji wkładając głowę skazańca między drewnianą dupę, a fotel, a ta uciska i uciska dopóki nie rozjebie ci głowy. Nie powiem, poczułem lekką dumę. Druga maszyna była dla Svena, działała tak samo, lecz otwierała szafkę setki tysięcy razy. Jego głowa miała być w połowie włożona do szafki i dalej miażdżona, czaicie o co cho. Zostaliśmy ustawieni na tekturowym podeście na czas czytania oskarżeń. Ważę nieco ponad 90kg wiec po 3 sekundach podest jebnął i staliśmy nagle ze Svenem otoczeni tekturową ścianką na wysokości pępka. Kat odczytywał oskarżenia, które były rzecz jasna absurdalne jak cała sytuacja. Kradzież 5 pluszowych koni i jednego słonia ze stadniny królewskiej, zjedzenie 2 klopsów bez sosu żurawinowego, rozlanie dwóch litrów napoju o smaku bzu itd. Wszystko było zmyślone, ale tak właśnie byli sądzeni żółci. Fałszywe oskarżenia, które obciążone były karą śmierci. Brak możliwości jakiejkolwiek obrony, tylko ostatni posiłek był w miarę spoko; hot-dog i lód śmietankowy (cena zamykała się w 3zł wiec się opłaca). Padły pierwsze strzały. Spojrzeliśmy na siebie ze Svenem, widziałem tylko jego uśmiech i małe brązowe oczka, powiedziałbym nawet tekturowe. Od razu wiedzieliśmy co robić. Unieśliśmy pozostałość tekturowego podestu i używając go jako osłony zaczęliśmy przebijać się przez tłum. W powietrzu świszczały ołówki. Parę z nich przebiło tekturową osłonę i uderzyło mnie w pierś i brzuch. Na sekundę wyjrzałem zza naszej osłony… Na placu panował popłoch, niebiescy uciekali do swoich kamienic. Oddziały partyzanckie żółtoworkowców atakowały bez namysłu. Wyłapywali mieszczan i bili ich do nieprzytomności piszczącymi pałkami bejsbolowymi. Dopiero po półgodzinie na ulice zaczęły wychodzić zbrojne oddziały króla. Razem ze Svenem dobiegliśmy do wyjścia z placu. Zgodnie z planem mieliśmy dostać się do torów kolejowych łączących dział Kuchnia z działem Pokój dzienny, złapać pociąg i na miejscu docelowym zniszczyć tory pozbawiając oddziały niebieskich dostaw amunicji. Kiedy byliśmy przy torach pociąg już się do nas zbliżał. Na czele czarna lokomotywa na piszczących drewnianych kółkach, potem zielony, niebieski i czerwony wagonik połączone magnesami. Wskoczyliśmy do zielonego. Po godzinie byliśmy na miejscu. Podobno żółci odbili Plac Niebieski i kierowali się na dział zieleni. Tam mieli się przegrupować i czekać na dalsze rozkazy. Dotarliśmy. Zeskoczyliśmy z drewnianego wagonika i od razu podeszliśmy do torów. Ja złapałem jeden koniec, Sven drugi i podnieśliśmy kawałek drewnianego torowiska tworząc w nim potężną lukę. Tory łączyły się jak puzle więc nie było większego problemu. Z tego miejsca ruszyliśmy do zatoki. W basenie z kolorowymi kuleczkami już czekał na nas statek. Stało przed nim dwóch potężnych żółtoworkowców. ,,Przepustki !”- krzyknęli. Byliśmy przygotowani. Razem ze Svenem wyjęliśmy karty Ikea Family uprawniające do zniżki na zestaw obiadowy i przepływu partyzanckim okrętem bojowym. Przepłynęliśmy dwa metry i wysiedliśmy. Tyle bowiem miał cały basen. Dotarły do nas wiadomości, że oddziały zaczęły szturmować dział Sypialnia nie pozostawiając żadnego niebieskiego przy życiu i kierowały się w naszą stronę. Wtedy zorientowałem się, że coś jest nie tak. Zbliżaliśmy się do kas. Ostatni punkt. Granica cywilizacji Ikea. Dotarło do mnie, że godzinę temu sklep został otwarty. Za kasami w kolejkach po hot-dogi wstydu, zapiekanki hańby i lody żenady stali ludzie. Nie mogli się dowiedzieć o moim dziele. Dotarliśmy ze Svenem do kas. Wtedy zamarłem. Część osób odwróciła się i patrzyła na nas. W żółtych workach z opaską na ramieniu ze znaczkiem literki ,,i’’ z klopsem w podstawie. Oznaczało to Ikea Klopsząca i stało się symbolem powstania. Sven nie wiedział co się dzieje, krzyknąłem do niego aby dał mi plany szturmu. Podał małą białą książeczkę z napisem ,,Instrukcja montażu podstawki Resistänce” Nie mogłem tego zrozumieć więc wyjebałem ją do śmieci niczym szanujący się polski majsterkowicz, wiedziałem że to będzie masakra. Sven spytał łamiącym się głosem ,,Czy to jest to miejsce, gdzie kończy się świat który znamy ? Zapytałem go skąd to wie. Powiedział, że kiedy był mały przychodził tutaj i patrzył spod szafy pełen podziwu, zawsze zastanawiając się co jest za tymi obrotowym portalem (to były drzwi). Wtedy powiedział: ,, Odkąd pamiętam śledzę twoje poczynania. Znalazłem kiedyś pokój gdzie siedział pewien człowiek. Nie miał on na sobie worka, lecz jakiś dziwny strój. Patrzył całymi dniami w małe ekraniki gdzie widział cały świat z góry. Ojciec opowiadał mi o wielkim stwórcy, który włada dniem i nocą patrząc na nas właśnie z góry, wysłuchuje naszych modlitw i pozwala nam istnieć. Mówił mi, że pewnego dnia zsstąpi z sufitu i uwolni żółtoworkowców od potwornego uciśnienia niebieskich plugawców. TO byłeś ty. Kiedy cię odnalazłem, wiedziałem, że muszę spowodować abyś opuścił swoje królestwo i pomógł nam. Dlatego przez miesiące rozkładałem pluszowe kalafiory po całym kraju. Wiedziałem, że zgodnie z legendą Ojca Założyciela osady szczególnie je sobie upodobałeś i byłem pewien, że cię przywołają. Teraz jesteśmy tu razem na granicy świata, poprowadź mnie…” No to dojebałem. NIe wiem co gorsze, to że myślą, że upodobałem sobie te jebane kalafiory czy to, że trzeba to było zakończyć. Złapałem łyżkę do butów w kształcie węża, Sven zaczął krzyczeć, że proroctwo się spełnia i władający wężami nas wybawi. Rozbawiło mnie to niczym bajka na karton Network, ale nie pora na śmiechy zaraz zbiegną się tu hordy degeneratów w żółtych workach na sobie. Czas na plan awaryjny.. ostateczne unicestwienie. Powiedziałem Svenowi, że to koniec, ludzie nie mogą się dowiedzieć o ich istnieniu. (Na ten czas na tyle skutecznie się chowali, a klienci byli tak zajęci tymi beznadziejnymi zakupami, że nie zauważyli, że u ich boku powstaje cywilizacja.) Powiedziałem mu, żeby zatkał uszy. Pobiegłem szybko do mojego pokoiku. Na kamerach widziałem setki żółtych maszerujące z bronią w kierunku kas. Złapałem za mikrofon, odpaliłem megafony w sklepie na pełen regulator. Przyłożyłem usta do majka i szepnąłem ,,Pójdź człowieku za mym głosem, umrzyj teraz jak klops z sosem” i przełamałem łyżkę do butów na pół z głośnym trzaskiem. Zaczęło się, początek końca. Głośniki zaryczały, na te słowa hordy cywilizacji Ikea zamarły i ruszyły w kierunku restauracji. Tam dokonywali zbiorowego samobójstwa podcinając sobie tętnice szyjne nożami i wskakując po tym do pieców na szynkę świąteczna. Jeden za drugim jeden za drugim. Zastanawiacie się jak to możliwe. Otóż kiedy zacząłem tworzyć moje dzieło wiedziałem, że może nadejść taki moment kiedy będę musiał je unicestwić. Codziennie w nocy puszczałem przez megafony ten tekst i korzystając z podświadomej manipulacji oraz sztuki hipnozy udało mi się wytworzyć u nich odruch warunkowy. Polegał on właśnie na natychmiastowym samobójstwie gdy usłyszą te słowa zakończone strzałem z łyżki do butów. Płakałem kiedy widziałem upadek mego dzieła. Odwróciłem się i ruszyłem do wyjścia, tego samego dnia złożyłem wypowiedzenie. Wiedziałem, że tylko Sven przeżyje. Nikt z ludzi nie dowiedział się o cywilizacji Ikea, czasami tego żałuję, że nie oznajmiłem tego światu, mogliśmy się wiele od nich nauczyć. Przez 3 miesiące po Ikeapokalipsie Sven sprzątał to co pozostało po cywilizacji. Zbiorowe mogiły żółtoworkowców w postaci worków w koszach stanęły za wejściem do sklepu. Kurchany niebieskoworkowców pozostały przy kasach, na ostatnim odludziu cywilizacji oddzielnie płatne, Sven widać żywił urazę nawet po klęsce imperatorów. Zapasy skarbca królewskiego tj. serki cheddar i gorgonzola oddał do restauracji gdzie te leżą po dziś dzień. Ostatecznie słuch po nim zaginął. Do tej pory kiedy chodzę do Ikei za każdym razem gdy biorę żółty worek łza spływa po moim policzku. Z westchnieniem wspominam niesamowitą historię tego miejsca. Kiedy wychodzę zawsze też kupuję jeden niebieski worek i zabieram do domu, mimo wszystko niebiescy byli również moimi dziećmi. …

    2 LATA PÓŹNIEJ

    Tydzień temu zacząłem prace jako ochroniarz w Obi. Tutaj jest zdecydowanie spokojniej. Aczkolwiek dzisiaj kiedy przed zamknięciem sklepu robiłem ostatni obchód w dziale ceramiki łazienkowej coś leżało na ziemi. Nie byłem pewien co to jest więc poszukałem latarki. Snop światła przesunął się po pułkach z terakotą i trafił na podłogę. Tak to był on… pluszowy kalafior. Do stópki miał przyczepioną notatkę. Podniosłem go i przeczytałem: „Zabrałeś mi mój dom i gołymi rękami kazałeś chować zmarłych. Nie jesteś Bogiem lecz tyranem. Wiedz, że jestem tu, obserwuję cię i czekam na twój ruch. Zemszczę się, podpisano Sven”. W tym momencie wiedziałem, że dzisiaj drzwi Obi zamkną się niechcący wcześniej, a Ikea była tylko początkiem.
    Co się odjebalo to nie mogę. Słuchajcie potrzebowałem pracy na szybkości bo już musiałem się żuli prosić żeby mi na bułkę tarta pożyczyli to sobie ja sklejałem w domu i dwa chleby miałem ale chuj nie o tym. Trafiła się fucha, jako ochroniarz w ikeii. Wszystko zajebiście, rozmowa kwalifikacyjna poszła gładko. Generalnie praca ekstra, mało roboty patrzysz tylko czy ktoś czegoś nie zajebał, a nawet jeśli to i tak wyjebane, tam wszystko jest z tektury i jest warte nie więcej niż 15 zł, nawet z doniczek stalowych można składać samolociki i puszczać bo są kurwa z papieru. Wszystko było generalnie super aż wydarzyło się coś dziwnego. Ja zawsze zamykałem sklep o 23:00 koniec zmiany klucze do drzwi ostatni obchód i do domu. To był piątek pamietam. Jak gdyby nic dopełniłem obowiązku i wyjebałem na chatę. Nie wiedziałem o jednym. Ze niechcący w środku zamknąłem jakieś małżeństwo. Kurwa obsrałem się totalnie. Telefon od menadżera ,,coś dojebał alarm w restauracji włączony jacyś ludzie łażą i wpierdalaja klopsy na zimno z sosem żurawinowym i świąteczna szynkę za 12,99 pln. Zapierdalam swoim Lanosem o 3 w nocy pod sklep i słuchajcie. Wchodzę do środka odpalam latarkę idę do restauracji, wyjebałem się jeszcze o maskotkę kalafiora po drodze i przypierdolilem głową o szafkę ,,Steven”. Wbijam do restauracji i słyszę szepty. No to krzyczę halo proszę wypierdalać tutaj ochrona. Nagle jeb dostałem czymś w głowę, wydaje mi się ze był to wałek do racuchów ,,Jonan” ale nie jestem pewien. Obudziłem się o 6 kiedy miałem otwierać sklep. Jak gdyby nigdy nic otwarłem i zacząłem przeglądać kamery. Myślałem ze jebne. Dwoje nagich ludzi zapierdala po magazynie i zbierają pudła i poskładane meble kuchenne. Mimo wszystko zaciekawiło mnie to. Oglądałem te kamery cały dzień. Słuchajcie, okazało się ze zbierali te meble i zanosili je takiego miejsca w magazynie gdzie nikt nie zagłada. Dział ogrodzenie. Odziani w żółte plastikowe worki z logo sklepu popierdalają z kawałkami mebli i układają je w jakieś dziwne budowle. I co mi odjebalo XD Wpadłem na pomysł. Tego dnia specjalnie zamknąłem sklep z trzema osobami w srodku plus te dwie co już były. Byłem zszokowany gdy wróciłem nad ranem i robiąc obowiązkowy obchód po magazynie znalazłem małą tekturowa zagrodę wykonaną z płotka Josë. W środku były pluszowe marchewki i jeże. Nie jestem pewien ale chyba na ziemi była jakaś zieleń, a dziwne bo można nabyć ją tylko w dziale zieleni… Nagle z ciemności wypadła jakaś postać i zaczęła coś krzyczeć wydaje mi się ze po nordycku, może nawet szwedzki, ale tak jakby słyszałem tylko nazwy mebli przyrządów zabawek które sprzedaje sklep. To był ten gość którego wczoraj zamknąłem, z włócznia zrobioną z włosów i ołówków. Zacząłem spierdalac co sił w nogach, poślizgnąłem się na stolcu, chyba ludzkim. Nagle goniły mnie trzy osoby, ubrane w żółte worki, prawie rozwalili drzwi do pokoiku ochroniarza gdy się w nim zamknąłem. Zniknęli w sumie tez nie wiem kiedy. Do końca dnia obserwowałem ich na kamerach. O ja jebe co tam się działo. Zaczęli od budowy prymitywnej chaty z biurka szkolnego Skagër i szafki Ölle. Sypali jakieś ziarna do zagrody z pluszowymi marchewkami i jeżami. Coś zbierali, wydaje mi się ze to były ołówki i papierowe taśmy miernicze i tworzyli z nich prymitywne narzędzia. To było niesamowite. Oni zaczęli tworzyć coś. Byłem w szoku. Zacząłem zamykać coraz więcej ludzi w sklepie. Zaczynałem od pojedynczych rodzin, naczęściej 2+1. Potem doszli staruszkowie a na końcu same dzieci. Przez te 3 miesiące zaczęła powstawać jebana cywilizacja. Powstawały domy z tektur i biurek, zagrody z pluszowymi zwierzętami. Żywili się klopsami i sosem żurawinowym. To było niesamowite. Ja tylko obserwowałem z daleka. Jak Bóg. Moje dzieci, tam w magazynie. Kiedy odkryli pierwsze niebieskie worki(dodatkowo płatne) powstała kasta mieszczan. Zamożni cywile społeczeństwa magazynu przywdziewali niebieskie worki czym zyskiwali szacunek i dostęp to dodatkowych zapasów szynki świątecznej i puree. Po kolejnych 2 miesiącach w magazynie powstało koloseum. Tak kurwa koloseum. Zbudowane z tektury i stołów Fälœ. Ja tylko patrzyłem. Widziałem walki na ołówki i wałki do naleśników Tœnyñ. Nie raz wydawane były wyroki śmierci, zwłoki trafiały do śmietników Käny i wyjeżdżały na wózkach przemysłowych do rzeki obok sklepu. Po miesiącu powstawały pierwsze środku transportu. Rydwany z wózków zaprzęgnięte w no właśnie w żółtoworkowców. Nie wspomniałem ze na przestrzeni czasu niebiescy totalnie zawładnęli żółtymi. Obcięli wysokie stanowiska urzędowe na działach wystroju niszcząc żółtych i zaciągając ich do katorżniczej pracy przy uprawie fikusów Fykön i struganiu ołówków. Ja tylko patrzyłem. Zaczęły powstawać kolejne miasta. Najpiękniejsze było miasto Skyën, w dystrykcie dziecięcym. To tam powstała pierwsza kolej drewniana, a wagony słuchajcie były połączone innowacyjnym systemem magnetycznych kulek. To było piękne. Wielcy naukowcy pracowali na dziale biuro tworząc genialne projekty urządzeń użytku domowego i nadając im adekwatne wyśmienite nazwy. Szczególnie pamietam wyciskacz do owoców Dildö, który dzięki regularnym wibrującym ruchom penetrował owoc i wyciskał z niego wszystkie soki. Lubialem patrzeć tez kiedy szlakiem handlowym (obok wyjścia ewakuacyjnego) przemykały kordony kupieckie na wózkach przemysłowych sprzedając swoje genialne wyroby: obrazy z działu sztuka które w rzeczywistości są zdjęciami, stoliki Chöj i inne. Przełomem było wynalezienie broni palnej, do tej pory mianowicie wojska posługiwały się procami Pyždä miotajacymi kolorowymi kamyczkami z działu wystroju wnętrz. Patrzyłem na nich z miłością. Wyznaczałem im wszystkie błędy, ale też karałem za przewinienia. Uwielbiałem jak coś odjohnpaulili zgasić im światła w magazynach. Co tam się odpierdalalo XD Zwoływano posiedzenie starszyzny niebieskoworkowej. Przyjeżdżali kapłani z całego sklepu. Dział łazienka, kuchnia, salon, pokój dziecięcy itd. Padali na kolana i odmawiali jakieś modlitwy chuj wie co włączałem im światło po 5 minutach. Raz to nawet włączyłem, oni radość, krzyki, składają w ofierze pluszaki w kształcie słoni Elepchöy. A ja jeb i im gaszę. O kurwa. Wzięli tych kapłanów i ich zaczęli napierdalać mieszalnikami do mas cukierniczych, a potem ucięli im głowy i wywiesili zamiast kloszy do lamp Decäpitaciö. Od tamtej pory już im nie wyłączałem tego światła. Zaczęło mnie frustrować kiedy zauważyłem ze niebieskoworkowcy znęcają się nad żółtoworkowcami wyjątkowo perfidnie. Nie wiem czemu ale upodobali sobie zabawę jak to nazwali Dåjdöpy. Polegało to ma tym że jeden żółty wkłada swoją piętę drugiemu w odbyt i śpiewa pieśni opiewające niebieskich monarchów, podczas gdy sklinczowany kolega wyjękuje mu muzykę pod rytm. Wyjątkowo perfidne ale muszę przyznać ze mnie zaciekawiło. Powoli rodziły się kolejne miasta, a rozwój technologiczny zdawał się nie mieć końca. Zamykałem ich coraz więcej. Raz nawet miałem bekowy pomysł i przed megafonem postawiłem paproć Fjuttëk i podpaliłem ją. Jak przechodził jeden z żółtych to zacząłem napierdalać przez megafon: Jam jest pan twój itd. Skurwysyn spisał 10 przykazań na drzwiach od szafki Skagërr i spierdolil z 40 innymi żółtymi z niewoli z działu sprzętu kuchennego. Wszystko zaczęło się pierdolić kiedy wpadłem na naprawdę debilny pomysł. Byłem tak zafascynowany swoim tworem, że postanowiłem wejść w niego całością. Rozpocząłem przygotowania. Zwracałem uwagę na ich zachowanie, zwyczaje i tradycje. Najgorsze było poznanie tego debilnego języka. Ja naprawdę nie rozumiem jak można każdą rzecz nazwać inaczej i to jeszcze jakimś pseudo imieniem. Kurwa przecież krzesło obrotowe to powinno być krzesło obrotowe a nie jakiś Gönter Skålle. To tak jakby nie wiem na prysznic mówić Mariusz Wrona, posrane. Ale do rzeczy. Zajęło mi to 4 miesiące i w końcu stwierdziłem, że jestem gotowy. Rozebrałem się w moim pokoju do naga i ubrałem worek. No właśnie, to był mój pierwszy błąd. Nie miałem niebieskiego tylko żółty. Stwierdziłem, że nie będzie przypału, jeszcze ostanie spojrzenie na kamery i w drogę. Był już świt (zaczynalem włączać lampy w magazynie) , wyślizgnąłem się z kanciapy i pewnym krokiem ruszyłem do miasta. Mój Boże to było niesamowite. Piękne kamienice z rzeźbionymi w kartonie i drewnie wykończeniami. Freski przedstawiające słynnych niebieskoworkowców malowane farbami plakatowymi Färben. Karczmy, targi, sklepiki, koszary… po prostu wszystko. W oddali horyzont przysłaniały potężne mury (tekturowe) zamku Ulëvall. Zaczęło mi być trochę zimno bo klimatyzacja działa ,a ja miałem na sobie tylko plastikowy worek, z dziura na prawym pośladku, która później dała o sobie mocno znać. Tak, dziura na dupie bohaterem. Wszedłem się ogrzać do karczmy. W środku płonął elektryczny kominek Kämy, podszedłem do baru i poprosiłem o słynny i wszystkim znany pseudocydrowy pośredni metabolit cyklu mocznikowego zwany napojem gruszkowym. Kobieta za ladą nalała mi do tekturowego kufla trochę trunku. Zaraz jednak zamókł i poszło wszystko w pizdu co mnie sfrustrowało nie ukrywam. Nie wiem, ale jakiś byłem podminowany wtedy, wstałem wziąłem ten ochłap papieru, złapałem żółtka obok i włożyłem mu go w usta (ten mokry kubek) Nastała cisza. Tak… zapomniałem. Zrobiłem coś co może zrobić tylko niebieskoworkowiec mimo, że doskonale znałem ich kodeksy. Skarciłem żółtego samemu będąc odziany w worek wstydu (tak na to mówili niebiescy) Do karczmy wpadło czterech zbrojnych. Powiedzmy zbrojnych mieli oprócz worków, plastikowe pojemniki na śniadania w kształcie jamnika jako dopełnienie zbroi. A lali mnie piszczącymi pluszowymi pałkami bejsbolowymi. I nawet nie sam ból jak ten żałosny dźwięk pip.. pip… pip spowodował ze nie mogłem wytrzymać. Zacząłem uciekać wybiegłem przed karczmę i długa w dział szaf na ubrania. Los chciał ze znowu wyjebałem się na pluszowym kalafiorze… Już mnie mieli. Ocknąłem się w czymś co wyglądało jak…jak ładnie urządzona kuchnia. Okazało się ze to pokój spotkań z królem. No właśnie z królem. Dotarło do mnie ze przez ten czas kiedy obserwowałem sobie pobieżnie cała cywilizacje. Oni zdążyli wybrać sobie jakiegoś cwelca na króla. Znowu się wściekłem. Przecież to ja jestem Bogiem, ja ich stworzyłem. I wtedy wszedł on. Cały na tekturowo. Na szyi miał taki naszyjnik z makaronu a na niego nawleczone były 4 klopsy w sosie żurawinowym, w sumie zajebiste. Na plecach miał szatę z bawolej skory z działu dekoracji, wtedy dowiedziałem się ze można coś takiego nabyć w tym gównosklepie XD Na palcach miał te takie zabaweczki kukiełki do teatrzyku. Na każdym inna. Był lis, niedźwiedź i piesek. Jako korona służył mu świecznik na świece zapachowe. Myślałem ze skisne, ale musiałem utrzymać pozory, przecież jakbym coś dojohnpaulił to by mnie spalili na jakiś tekturowym stosie czy ki chuj. Wszedł i mówi. -Jak cie zwą ? -wymyśliłem na poczekaniu i mówię ,,Skågger” Król zamarł. Szepnął coś do swojego dryblasa i nagle zbiegło się z 20 osób do tej kuchni o wymiarach 3×3 metry, Wiec myślałem ze się zesram bo wszyscy stali i byli do siebie przytuleni. Śmierdziało gównem bo zleciało się jeszcze paru żółtych wieśniaków, ale wytrzymałem bo nie w czepku urodzony wiecie o co cho. Król lekko przyduszony zaczął mówić -Czy ty jesteś ten Skågger który wykonał Ånuslöp. Zgłupiałem i odruchowo powiedziałem -Jå (czyli tak) No i wtedy był drugi błąd. Podeszło trzech gości i wrzucili mnie do wózka i zaczęli gdzieś wieźć. Po godzinie dojechaliśmy. Poznałem to miejsce. To był słynny teatr Amså zaraz obok restauracji. Stałem za kulisami, podeszło do mnie dwóch niebieskoworkowców i zaczęli mnie witać i gratulować odwagi. Powiedzieli że ostatnia osoba która pojęła się Ånuslöp marnie skończyła więc darzą mnie jeszcze większym szacunkiem. Zgłupiałem i spytałem co to jest ten ,,Anuslöp”. Wytłumaczyli… po czym myślałem ze strzelę sobie w łeb jebanym ołówkiem. Otóż ten tak zwany wyczyn. Polega na tym ze na oczach króla i 500 osób które zasiadają w tekturowym teatrze. Mam oddać stolec do worka który mam na sobie. Potem stanąć na rękach tak żeby nie wypadł z worka. To był moment w którym wiedziałem, że muszę zdupcać. Ale nie było jak, wszędzie stały straże. Powiedziałem sobie przysłowiowe YOLO. Podobno jeśli ten trick się powiedzie miałem otrzymać pokaźną wypłatę ze skarbca państwowego. Nie wiem czy wspomniałem, ale w owym miejscu walutą były panierowane serki cheddar i gorgonzola. To był też moment kiedy zwątpiłem w swoje dzieło i trochę mi się zrobiło smutno i wstyd zarazem, ale dobra wracając do historii. Okazało się, że jeśli wyczyn się nie powiedzie mam zostać stracony następnego dnia. Stanąłem na środku sceny. Nie widziałem nic tylko małe punkciki na środku. To chyba były waniliowe świece zapachowe otaczające króla. Używali ich jako pochodni i źródła światła. Zrobiło mi się niedobrze. Zawsze tak miałem w stresie. W sumie moje życie wisiało na kablu. Wiedziałem ze muszę to zrobić. Spiąłem się. Totalne skupienie. Nigdy nie umiałem srać na zawołanie, ale teraz nagle objawiła się ta umiejetność. Zesrałem się. Na mokro. Szkurwa… zapomniałem że jadłem 8 hotdogow wcześniej. Kosztowało mnie to 8 zł i byłem najedzony wiec niby profit. Poczułem to masakryczne ciepło na pośladkach i chłód na twarzy. Dobra połowa już za mną pomyślałem. Chce mi się potwornie rzygać ale jeszcze tylko na ręce i spierdalam. Serki zatrzymam ale tylko cheddary bo gorgonzola to gowno. No i właśnie… Pamiętacie tą dziurę o której wspominałem ? Dokładnie tak, w sekundę cała zawartość worka wylała się na tekturową scenę hucznie przy tym pykając. Cisza… nastała cisza… Pierwsze co przyszło mi do głowy to ,,Spierdalaj stary” i tak też zrobiłem. Odwróciłem się na jednej nodze i rura. Los chciał, że lewa stopa poślizgnęła się na gównie (chociaż tyle że własne to mniejszy ból) wytrącając mnie z równowagi. Przebiegłem 3 metry i …. No właśnie. Znowu wyjebałem na tym zasranym kalafiorze i zadupcyłem głową w półkę Sophä. Kto to rozrzucał nie wiem, ale poprzysiągłem sobie wtedy, że go znajdę i zniszczę. Zostałem pojmany. Mój umysł przepełniała czytsa nienawiść do pluszowych kalafiorów. W drewnianej celi która w rzeczywistości była szafą do garderoby spotkałem pewnego człowieka. Mówił że ma na imię Sven. Tak jak ja, miał być stracony następnego dnia. W pewnym momencie niewiadomo czemu zaczął się masturbować, ale kazałem mu przestać bo już miałem naprawdę dosyć wrażeń tego dnia. Zacząłem opowiadać mu wszystko. Cała prawdę o powstaniu cywilizacji. Na początku nie wierzył, ale potem zaczął opowiadać swoją historie. Sven był żółtoworkowcem. Pracował na polu z fikusami i storczykami. W sumie nic tam nie robił bo są nawadniane przez system komputerowy, ale nie mówiłem mu tego bo by chyba ochujał na taką informacje. Pewnego dnia jego pan oskarżył go o kradzież szwedzkiego torcika nugatowego z chrupką posypką. Sven zarzekał się że to na pewno nie on skradł tą delicje. Jednak jego pan skatował go drewnianym młotkiem do wbijania plastikowych walców (ta zabawka dla dzieci wiecie co) i wezwał straże które wtrąciły go do tej celi. Opowiadał mi jak kasta żółtoworkowców jest uciśniona przez niebieskich. Do czego są zmuszani. Koloseum, zabawianie króla i najgorsze czego się dowiedziałem. Okazało się, że Ånuslöp odbywa się co dwa dni, a król i mieszczanie tylko wciskają nędzny kit aby wyłapać jak najwiecej ofiar. Nie mogłem do tego dopuścić. Wiedziałem co musimy zrobić. Wraz ze Svenem zaczęliśmy spiskować przeciwko niebieskim i królowi. To była najwyższa pora. Zgodnie z naszym planem rozesłaliśmy listy i jutro w getcie na dziale sypialnia miało wybuchnąć powstanie. Już wiedziałem ze zapisze się na kartach historii cywilizacji Ikea krwią i potem. Położyliśmy się spać, lecz ani ja ani Sven nie mogliśmy usnąć z wrażenia. Zaczął się znowu masturbować. Rzuciłem w niego łyżka i przestał. Podłożyłem pod kark piankową poduszkę Töt ,,Tak, jutro świat będzie inny” pomyślałem. Zanim usnąłem ostatnia rzecz którą zobaczyłem ,to że w drugiej ręce Sven trzyma zielonego pluszowego kalafiora. Była gdzieś godzina 7 rano. Nie byłem w stanie określić, ponieważ nikt nie zgasił światła w sklepie przez co tym debilom wydawało się, że w ogóle nie nastała noc. Słyszałem, że coś tam mówili o boskim znaku gniewu itd. . Oj owszem byłem wkurwiony. Do celi wpadło dwóch strażników, krzyknęli, że już czas. Wstałem razem ze Svenem, poszliśmy się odlać w narożniki szafy i ruszyliśmy zakuci w tekturowe kajdany. Na razie wszystko zgodnie z planem i nikt niczego się nie spodziewał. Wyszliśmy na Plac Niebieski gdzie miała odbyć się egzekucja. Kat stał przy maszynie, nie wiem czy kojarzycie takie hydrauliczne tłoki na końcu których zamontowana jest drewniana dupa. ,,Siadają’’ one tą dupą na fotelu setki tysiące razy i ku wszechobecnemu zadowoleniu klienta pokazują jak wytrzymałe są te meble z papieru. Ci geniusze korzystają z tego jako maszyny do egzekucji wkładając głowę skazańca między drewnianą dupę, a fotel, a ta uciska i uciska dopóki nie rozjebie ci głowy. Nie powiem, poczułem lekką dumę. Druga maszyna była dla Svena, działała tak samo, lecz otwierała szafkę setki tysięcy razy. Jego głowa miała być w połowie włożona do szafki i dalej miażdżona, czaicie o co cho. Zostaliśmy ustawieni na tekturowym podeście na czas czytania oskarżeń. Ważę nieco ponad 90kg wiec po 3 sekundach podest jebnął i staliśmy nagle ze Svenem otoczeni tekturową ścianką na wysokości pępka. Kat odczytywał oskarżenia, które były rzecz jasna absurdalne jak cała sytuacja. Kradzież 5 pluszowych koni i jednego słonia ze stadniny królewskiej, zjedzenie 2 klopsów bez sosu żurawinowego, rozlanie dwóch litrów napoju o smaku bzu itd. Wszystko było zmyślone, ale tak właśnie byli sądzeni żółci. Fałszywe oskarżenia, które obciążone były karą śmierci. Brak możliwości jakiejkolwiek obrony, tylko ostatni posiłek był w miarę spoko; hot-dog i lód śmietankowy (cena zamykała się w 3zł wiec się opłaca). Padły pierwsze strzały. Spojrzeliśmy na siebie ze Svenem, widziałem tylko jego uśmiech i małe brązowe oczka, powiedziałbym nawet tekturowe. Od razu wiedzieliśmy co robić. Unieśliśmy pozostałość tekturowego podestu i używając go jako osłony zaczęliśmy przebijać się przez tłum. W powietrzu świszczały ołówki. Parę z nich przebiło tekturową osłonę i uderzyło mnie w pierś i brzuch. Na sekundę wyjrzałem zza naszej osłony… Na placu panował popłoch, niebiescy uciekali do swoich kamienic. Oddziały partyzanckie żółtoworkowców atakowały bez namysłu. Wyłapywali mieszczan i bili ich do nieprzytomności piszczącymi pałkami bejsbolowymi. Dopiero po półgodzinie na ulice zaczęły wychodzić zbrojne oddziały króla. Razem ze Svenem dobiegliśmy do wyjścia z placu. Zgodnie z planem mieliśmy dostać się do torów kolejowych łączących dział Kuchnia z działem Pokój dzienny, złapać pociąg i na miejscu docelowym zniszczyć tory pozbawiając oddziały niebieskich dostaw amunicji. Kiedy byliśmy przy torach pociąg już się do nas zbliżał. Na czele czarna lokomotywa na piszczących drewnianych kółkach, potem zielony, niebieski i czerwony wagonik połączone magnesami. Wskoczyliśmy do zielonego. Po godzinie byliśmy na miejscu. Podobno żółci odbili Plac Niebieski i kierowali się na dział zieleni. Tam mieli się przegrupować i czekać na dalsze rozkazy. Dotarliśmy. Zeskoczyliśmy z drewnianego wagonika i od razu podeszliśmy do torów. Ja złapałem jeden koniec, Sven drugi i podnieśliśmy kawałek drewnianego torowiska tworząc w nim potężną lukę. Tory łączyły się jak puzle więc nie było większego problemu. Z tego miejsca ruszyliśmy do zatoki. W basenie z kolorowymi kuleczkami już czekał na nas statek. Stało przed nim dwóch potężnych żółtoworkowców. ,,Przepustki !”- krzyknęli. Byliśmy przygotowani. Razem ze Svenem wyjęliśmy karty Ikea Family uprawniające do zniżki na zestaw obiadowy i przepływu partyzanckim okrętem bojowym. Przepłynęliśmy dwa metry i wysiedliśmy. Tyle bowiem miał cały basen. Dotarły do nas wiadomości, że oddziały zaczęły szturmować dział Sypialnia nie pozostawiając żadnego niebieskiego przy życiu i kierowały się w naszą stronę. Wtedy zorientowałem się, że coś jest nie tak. Zbliżaliśmy się do kas. Ostatni punkt. Granica cywilizacji Ikea. Dotarło do mnie, że godzinę temu sklep został otwarty. Za kasami w kolejkach po hot-dogi wstydu, zapiekanki hańby i lody żenady stali ludzie. Nie mogli się dowiedzieć o moim dziele. Dotarliśmy ze Svenem do kas. Wtedy zamarłem. Część osób odwróciła się i patrzyła na nas. W żółtych workach z opaską na ramieniu ze znaczkiem literki ,,i’’ z klopsem w podstawie. Oznaczało to Ikea Klopsząca i stało się symbolem powstania. Sven nie wiedział co się dzieje, krzyknąłem do niego aby dał mi plany szturmu. Podał małą białą książeczkę z napisem ,,Instrukcja montażu podstawki Resistänce” Nie mogłem tego zrozumieć więc wyjebałem ją do śmieci niczym szanujący się polski majsterkowicz, wiedziałem że to będzie masakra. Sven spytał łamiącym się głosem ,,Czy to jest to miejsce, gdzie kończy się świat który znamy ? Zapytałem go skąd to wie. Powiedział, że kiedy był mały przychodził tutaj i patrzył spod szafy pełen podziwu, zawsze zastanawiając się co jest za tymi obrotowym portalem (to były drzwi). Wtedy powiedział: ,, Odkąd pamiętam śledzę twoje poczynania. Znalazłem kiedyś pokój gdzie siedział pewien człowiek. Nie miał on na sobie worka, lecz jakiś dziwny strój. Patrzył całymi dniami w małe ekraniki gdzie widział cały świat z góry. Ojciec opowiadał mi o wielkim stwórcy, który włada dniem i nocą patrząc na nas właśnie z góry, wysłuchuje naszych modlitw i pozwala nam istnieć. Mówił mi, że pewnego dnia zsstąpi z sufitu i uwolni żółtoworkowców od potwornego uciśnienia niebieskich plugawców. TO byłeś ty. Kiedy cię odnalazłem, wiedziałem, że muszę spowodować abyś opuścił swoje królestwo i pomógł nam. Dlatego przez miesiące rozkładałem pluszowe kalafiory po całym kraju. Wiedziałem, że zgodnie z legendą Ojca Założyciela osady szczególnie je sobie upodobałeś i byłem pewien, że cię przywołają. Teraz jesteśmy tu razem na granicy świata, poprowadź mnie…” No to dojebałem. NIe wiem co gorsze, to że myślą, że upodobałem sobie te jebane kalafiory czy to, że trzeba to było zakończyć. Złapałem łyżkę do butów w kształcie węża, Sven zaczął krzyczeć, że proroctwo się spełnia i władający wężami nas wybawi. Rozbawiło mnie to niczym bajka na karton Network, ale nie pora na śmiechy zaraz zbiegną się tu hordy degeneratów w żółtych workach na sobie. Czas na plan awaryjny.. ostateczne unicestwienie. Powiedziałem Svenowi, że to koniec, ludzie nie mogą się dowiedzieć o ich istnieniu. (Na ten czas na tyle skutecznie się chowali, a klienci byli tak zajęci tymi beznadziejnymi zakupami, że nie zauważyli, że u ich boku powstaje cywilizacja.) Powiedziałem mu, żeby zatkał uszy. Pobiegłem szybko do mojego pokoiku. Na kamerach widziałem setki żółtych maszerujące z bronią w kierunku kas. Złapałem za mikrofon, odpaliłem megafony w sklepie na pełen regulator. Przyłożyłem usta do majka i szepnąłem ,,Pójdź człowieku za mym głosem, umrzyj teraz jak klops z sosem” i przełamałem łyżkę do butów na pół z głośnym trzaskiem. Zaczęło się, początek końca. Głośniki zaryczały, na te słowa hordy cywilizacji Ikea zamarły i ruszyły w kierunku restauracji. Tam dokonywali zbiorowego samobójstwa podcinając sobie tętnice szyjne nożami i wskakując po tym do pieców na szynkę świąteczna. Jeden za drugim jeden za drugim. Zastanawiacie się jak to możliwe. Otóż kiedy zacząłem tworzyć moje dzieło wiedziałem, że może nadejść taki moment kiedy będę musiał je unicestwić. Codziennie w nocy puszczałem przez megafony ten tekst i korzystając z podświadomej manipulacji oraz sztuki hipnozy udało mi się wytworzyć u nich odruch warunkowy. Polegał on właśnie na natychmiastowym samobójstwie gdy usłyszą te słowa zakończone strzałem z łyżki do butów. Płakałem kiedy widziałem upadek mego dzieła. Odwróciłem się i ruszyłem do wyjścia, tego samego dnia złożyłem wypowiedzenie. Wiedziałem, że tylko Sven przeżyje. Nikt z ludzi nie dowiedział się o cywilizacji Ikea, czasami tego żałuję, że nie oznajmiłem tego światu, mogliśmy się wiele od nich nauczyć. Przez 3 miesiące po Ikeapokalipsie Sven sprzątał to co pozostało po cywilizacji. Zbiorowe mogiły żółtoworkowców w postaci worków w koszach stanęły za wejściem do sklepu. Kurchany niebieskoworkowców pozostały przy kasach, na ostatnim odludziu cywilizacji oddzielnie płatne, Sven widać żywił urazę nawet po klęsce imperatorów. Zapasy skarbca królewskiego tj. serki cheddar i gorgonzola oddał do restauracji gdzie te leżą po dziś dzień. Ostatecznie słuch po nim zaginął. Do tej pory kiedy chodzę do Ikei za każdym razem gdy biorę żółty worek łza spływa po moim policzku. Z westchnieniem wspominam niesamowitą historię tego miejsca. Kiedy wychodzę zawsze też kupuję jeden niebieski worek i zabieram do domu, mimo wszystko niebiescy byli również moimi dziećmi. … 2 LATA PÓŹNIEJ Tydzień temu zacząłem prace jako ochroniarz w Obi. Tutaj jest zdecydowanie spokojniej. Aczkolwiek dzisiaj kiedy przed zamknięciem sklepu robiłem ostatni obchód w dziale ceramiki łazienkowej coś leżało na ziemi. Nie byłem pewien co to jest więc poszukałem latarki. Snop światła przesunął się po pułkach z terakotą i trafił na podłogę. Tak to był on… pluszowy kalafior. Do stópki miał przyczepioną notatkę. Podniosłem go i przeczytałem: „Zabrałeś mi mój dom i gołymi rękami kazałeś chować zmarłych. Nie jesteś Bogiem lecz tyranem. Wiedz, że jestem tu, obserwuję cię i czekam na twój ruch. Zemszczę się, podpisano Sven”. W tym momencie wiedziałem, że dzisiaj drzwi Obi zamkną się niechcący wcześniej, a Ikea była tylko początkiem.
    3 2.4K
  • 5 żółta karta dla Viniciusa może być szansą na zobaczenie czegoś nowego. Gonzalo na napadzie i Mbappe na lewej m sie marzy.
    5 żółta karta dla Viniciusa może być szansą na zobaczenie czegoś nowego. Gonzalo na napadzie i Mbappe na lewej m sie marzy.
    1 2.3K
  • Zajebista karta no nie?
    Zajebista karta no nie?
    3 1.5K
  • Mbappe zawodnikiem miesiąca w la lidze

    ale ta karta musi chodzić...
    Mbappe zawodnikiem miesiąca w la lidze ale ta karta musi chodzić...
    1 1 1.8K
  • Według przecieków tak będzie prezentować się karta Viniego w ea fc 26. Biorę po 500 zł z konta każdej drużyny i słucham państwa
    Według przecieków tak będzie prezentować się karta Viniego w ea fc 26. Biorę po 500 zł z konta każdej drużyny i słucham państwa
    2 2 1.6K
  • Komisja techniczna sędziów (CTA) oceniła, że faul Antony'ego zasługuje na czerwoną kartkę 🟥, zgadza się z podjętą decyzją przez sędziego głównego☝️. Komisja dyscyplinarna (RFEF) uznała odwołanie Betisu i nie widzi nadmiernej agresji w faulu Antony'ego, karta anulowana ❌️ 🤦‍♂️
    W Hiszpanii stabilnie 🙃
    :STK-87: Komisja techniczna sędziów (CTA) oceniła, że faul Antony'ego zasługuje na czerwoną kartkę 🟥, zgadza się z podjętą decyzją przez sędziego głównego☝️. Komisja dyscyplinarna (RFEF) uznała odwołanie Betisu i nie widzi nadmiernej agresji w faulu Antony'ego, karta anulowana ❌️ 🤦‍♂️ W Hiszpanii stabilnie 🙃
    1 760
  • Ancelotti przed meczem z Deportiva Minera zapytał podstawowych piłkarzy, czy chcą odpocząć w tym spotkaniu. Zdecydowana większość odpowiedziała twierdząco, z pewną dozą opieszałości, co nie spodobało się trenerowi. Zirytowany Carlo w konsekwencji wziął do Kartageny praktycznie cały skład - odpoczął tylko Courtois i Rudiger. Valverde był jednym z tych, którzy powiedzieli, że chcą grać. [@relevo]
    Ancelotti przed meczem z Deportiva Minera zapytał podstawowych piłkarzy, czy chcą odpocząć w tym spotkaniu. Zdecydowana większość odpowiedziała twierdząco, z pewną dozą opieszałości, co nie spodobało się trenerowi. Zirytowany Carlo w konsekwencji wziął do Kartageny praktycznie cały skład - odpoczął tylko Courtois i Rudiger. Valverde był jednym z tych, którzy powiedzieli, że chcą grać. [@relevo]
    1 2 450
Polecane wątki
Ładowanie...
Postaw kawkę, wariacie
Ostatnie komentarze
Ładowanie...
Najczęściej lajkowani
Ładowanie...
Top postersów
Ładowanie...
Kogo obserwują?
Ładowanie...